the Slaughter, czyli nie wywołuj wilka z lasu.

SlaughterNigdzie nie mogłam znaleźć jakiejś notki dystrybutora by zrobić z niej polewkę. Na filmweb.pl znalazłam tylko krótką recenzję, która w sumie trzyma się kupy: Szóstka studentów znajduje pracę przy sprzątaniu opuszczonego domu. Ich plan jest prosty: ciężka praca w dzień i ostra zabawa nocą. Plan ten jednak zostaje zakłócony kiedy budzą antycznego demona. Generalnie, film bazuje na pierwszej części Evil Dead, i choć jest dwadzieścia lat młodszy – nie wnosi nic nowego do tematu. No, może poza jedną czy dwoma parami ładnych cycków. Ale to chyba zbyt mało, by zrobić dobry horror gore, prawda?

Co warto dodać: dziewczyna piękna jest bardziej głupia niż moje sanki, biznesmen jest chamski i arogancki jak były premier, jego asystentka przejęta i nadęta jak żaba podczas ciotki, a geek (znaczy jajogłowy) był marksistą.

Co warto zauważyć: komputer geeka nie był applem! To niebywałe! To znak, że film ten zrobiła niezależna, ambitna grupa. No i pierwszy nie zginął murzyn tylko narkoman, a to prawdziwy przełom w filmach gore. No i to, że efekty w filmie zrobionym chyba w dwa wieczory były co najmniej tak dobre, jak w najdroższym polskim filmie “fantasy” zrobionym przez Szczerbuca (dla niezorientowanych: o Wiedźmina chodzi).

Czego nie warto: Absolutnie, ale to pod żadnym pozorem nie warto oglądać tego filmu. Jeśli bardzo chcecie – obejrzyjcie zwiastun. Naprawdę.

PS.

Chociaż, jak się zastanowię – to jednak dobry horror był. Wszak dobry horror poznaje się po tym, że nikt nie zostaje przy życiu…