Rafalala, czyli kobieta z dzyndzlem.

Kto to to jest Rafalala? Dla tych mniej zorientowanych wyjaśnienie; Otóż pan Rafał bywa czasem kobietą. Mówię bywa, bo chyba nie do końca sie nią czuje. A dlatego, że nie do końca czuje sie kobietą, to i woli śmigać z kutasem między nogami, niż dać sie zoperować i być kobietą w pełni. Ostatnio dość głośno o niej, do tego stopnia, że nawet sam Wojewódzki zaprosił ją do swego programu. Rafalalę, nie Rafała, bo Rafał nie wzbudzi tyle szumu medialnego co Rafalala. Nawet jeśli miałby tyle samo do powiedzenia, co jego siostrzane alter ego, to i tak nie przebije się przez setki innych stuprocentowych Rafałów.

Z tego punktu widzenia być Rafalala, to dość wygodne. Tak, tak, Rafalali jest wygodnie eksponować swą inność, bo wiadomo, że prowokacja to klucz do rozgłosu i sukcesu, chwytliwy zaczątek kariery. Bo Rafalala wystawia monodramy, o sobie. Ponoć niezłe. Artystka z niej jak widać pełna parą, że tak powiem – z jajami. Menadżer samej siebie też niezły, bo potrafi się wypromować.

Ostatnio wszyscy żyliśmy wyborami i jak jeden mąż poszliśmy do urn zmieniać rzeczywistość. Rafalala też poszła, chcąc zapewne w Polsce drugiej Irlandii. Poszła nie sama, ale z towarzyszącą jej telewizją niemiecką, by uwiecznić tą chwilę. I znów Rafalala potrafiła wykorzystać (nawet nie swoje) pięć minut i uczynić z wyborów medialną szopkę.

Nie pozwolono jej jednak oddać głosu, bo w dowodzie jaki przedstawiła komisji wyborczej, widniał osobnik płci męskiej, a przed komisją stała blondyna w szpilkach. Poproszono ją o zmycie mejkapu i przyjście do wyborów jako Rafał. Rafalala obraziła sie jednak na komisję, na kraj też, bo postanowiła nie zmieniać już rzeczywistości i nie wracać do zaściankowego lokalu wyborczego.

Pokrzywdzono ją, wiec na pewno zrobi o tym sztukę. Ma kolejny powód. I szum medialny też zapewniony.

Wszystko rozumiem, pęd do kariery, ciśnienie bycia kimś, ale Rafalalo – nie żądaj akceptacji siebie zawsze i w każdej sytuacji, bo ludzi też ograniczają przepisy. Wybory to nie scena w teatrze. To, co do zaakceptowania na scenie, nie zawsze uchodzi w życiu codziennym. I choć nie mam nic przeciwko takim jak Ty, to tym publicznym festiwalem i krokodylami łzami z powodu nierównego traktowania, zniechęciłaś mnie do siebie. Myślę, że nie tylko mnie.

Ot, kolejna dupa, która chce tylko rozgłosu. Każdym dostępnym środkiem. Zupełnie jak Doda… Choć trzeba by się zastanowić, która z Pań ma większe jaja, bo to wcale nie jest oczywiste.