Archiwa tagu: fantasy

Death Trance, czyli opętany przez boginię.

Death Trance, czyli opętany przez boginię.Dawno, dawno temu mistrz Samurai znany jako Grave (Tak Sakaguchi) wyrusza w poszukiwaniu ostatecznej bitwy. Bez cienia lęku przed każdą walką Grave okazuje się być jedynym śmiałkiem mogącym ukraść legendarną trumnę ze Świątyni Tougan. Nieświadomy Grave nie wie jednak, że jest śledzony przez młodą strażniczkę świątyni, której jedynym celem jest odnalezienie trumny skrywającej moc mogącą zniszczyć świat.

Tyle notka edytorska. Tym razem ktoś, kto ją pisał widział nie tylko inny film, ale widział też chyba kilka jego części. Stąd te dodatkowe informacje – ja, po obejrzeniu filmu dalej nie mam tylu informacji na temat Grave’a. Gdy się tak spojrzy na plakat do filmu, potem przeczyta durnoty wydawnicze, to wszystko się zgadza. No, prawie wszystko – bo Tak Sakaguchi widnieje nad głową tej „młodej strażniczki”, a Kentaro Seagal, czyli nasz „mistrz Samurai” ma na sobie czarne ciuchy. A potem się okazuje, że mistrz nad mistrze występuje tylko i wyłącznie w białym (i na końcu się okazuje, że ma to sens, bo nie jest tym, na kogo wyglądał), a „młoda strażniczka” okazuje się młodym adeptem, nawet jeszcze nie mnichem. Ale kogo to obchodzi… Czytaj dalej

Ciemnośc rusza do boju, czyli gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.

Seeker: The Dark Is RisingPierwsza adaptacja powieści z serii „Ciemność rusza do boju”. Młody chłopak Will Stanton odkrywa, że jest ostatnim przedstawicielem wymarłej rasy wojowników, którzy od wieków walczą z siłami ciemności. Podróżując w czasie, odnajduje kolejne tropy, które doprowadzają go do ostatecznej rozgrywki w siłami o niewyobrażalnej mocy. Ciemność po raz kolejny powstaje, a losy świata leżą w rękach Willa.

Tyle mówi notka wydawnicza – i w przeciwieństwie do innych filmów na podstawie książek, ten kto ją pisał książki pewnie nie czytał. Bo filmu nie widział z całą pewnością.

Prawdą jest, że Will Stanton, i że odkrywa. Prawdą też jest, że losy świata (w postaci, jakiej go znamy i wolimy zachować) leżą w jego rękach. Ale gdzie wymarli wojownicy? Gdzie i jakie tropy? Może chodziło o Ostatniego Mohikanina? Czytaj dalej

Red Sonja, czyli Wojująca Feministka

Red SonjaRed Sonja to film z roku 1985. To może być straszne i traumatyczne przeżycie dla dużej części NeoKidds – filmy robili przed waszym urodzeniem! Kolorowe! Daje słowo, bo widziałam ten film chwilkę temu. Piętnaście lat temu też go widziałam, ale wtedy nie miałam natka.pl by o tym napisać…

Czerwona Sonia to dla mnie kontynuacja przygód dzielnego wojaka Conana. To, że Arnold w tymże filmie nazywa się Kalidor – nie ma znaczenia. I tak wszyscy wiedzą, że Malapeta Zajkowski był Herodem, a Arni, na koniu i z mieczem bez pochwy u boku w czerwonych pludrach to Conan. I już.

Każdy film z Conanem posiada: Kobietę którą posiądzie na samiutkim końcu, Czarownika który ma zamek (który zawsze rozpada się na końcu filmu, ale przed posiąściem damy) i magiczny artefakt o kŧórego zdobycie/zniszczenie chodzi. Red Sonja nie odbiega od tego schematu. W pierwszych scenach filmu widzimy Brigitte Nielsen w skąpej, skórzanej sukience, śpiącej obok płonącej szopki. Dlaczego drewniana szopa stoi na metrowej podmurówce z marmuru – nie wiem. Już chwilkę potem widzimy Widmo, które informuje nas (i Brigid, znaczy – Sonię), że oparła się złej królowej i za karę została zgwałcona, jej rodzina wybita a dom spalony.

Czytaj dalej

Final Fantasy VII Advent Children, czyli ekolog walczący.

Final fantasy VIINie jestem fanką mangi komiksowej. Filmowej tym bardziej. Przyznaję, że wielkie oczy, starannie postrzępione grzywki i wzwiedzione, te, no – miecze, robią jednak na mnie wrażenie. Trzeba docenić kunszt, z jakim zrobiono ten film – choć nie grają w nim żywi aktorzy, przez zdecydowaną część czasu w ogóle to nie przeszkadza. Jeśli kupi się opowiadaną historię – przestaje być istotnym fakt, że wszystko jest komputerową animacją.

Fabuła wydaje się być zagmatwana, choć na początku narrator nas ładnie wprowadza w wątek. Niestety – gdy ogląda się siódmą cześć, siłą rzeczy pewne, być może istotne, kwestie są dla nas tajemnicze. Kto jest kim w tym filmie, czy jest fantastycznie wyszkolonym człowiekiem czy mutantem? A może „po prostu” bohater jest robotem bojowym? Choć dużo w nim wątpliwości i brak składnej mowy, jak na maszynę…

Czytaj dalej

Gryphon, czyli zgoda buduje

gryphon-attackZgoda buduje, niezgoda rujnuje. Nad Capulettich i Montekich domem. Gdyby to było czytadło, pomyślałbym – gość chciał zarobić parę groszy i przepuścił klasyczny dramat o zwaśnionych rodach przez generator losowego tekstu. Dla niepoznaki dodał kilka rozdziałów z Tolkienowskiego Władcy Pierścienia. Teraz wystarczy ustawić tylko suwaczkiem poziom odbiorcy na „znacznie poniżej średniej do ćwierćinteligenta” i gotowe.
Tutaj recenzja mogłaby się skończyć. Wiadomo, co będzie dalej, prawda? Ale, że musiałam się troszkę znieczulić lekarstwem (0.7 Heinekena i 0.7 Lecha) i błogostan mnie jeszcze nie opuścił do końca, to parę słów napiszę. A co tam.
Czytaj dalej

Eragon, czyli wybrany przez Smoka

EragonEragon. Reklamowany na wszelkich przyzwoitych kanałach satelity. Przyzwoitych, znaczy tych, które zdarzyło mi się oglądać. Lubię fantasy i S-F, uwielbiam historie o wampirach, vrykoulakach, wilkołakach i zombich. Oglądam nawet te trzecioligowe. Dlatego po takiej reklamie, po prostu musiałam zobaczyć ten film.
Pierwsze wątpliwości, czy warto, naszły mnie dopiero w dzień projekcji. Wyczytałam, że film nakręcono na podstawie powieści napisanej przez piętnastolatka, któraż to powieść jest ponoć bestsellerem.
Moja pierwsza myśl była, wstyd przyznać, zawistna: „Gówniarz napisał książkę, ma bestseller, i jest bogaty. A mi się nie chce zebrać dupy w troki i dokończyć, com zaczęła pisać lat temu wiele”.
Druga myśl była maleńkim ostrzeżeniem połączonym ze zjeżeniem: „Jeśli film na podstawie powieści piętnastolatka, to może być płytko”.
Czytaj dalej