Hitman, czyli o tym, komu wolno zabić.

Hitman.Hitman to ekranizacja bijącej rekordy popularności gry wideo. Agent 47 jest znakomicie wyszkolonym zabójcą do wynajęcia. Myśliwy zmienia się w zwierzynę, gdy 47 uwikłany zostaje w aferę polityczną, a jego tropem ruszają agenci Interpolu i rosyjscy wojskowi. 47 walczy o przetrwanie, próbując odkryć, kto go wrobił i komu zależy, by wyłączyć go z gry raz na zawsze.

Tyle notka wydawnicza. Jak zwykle mowa tylko o części filmu, ale, przyznaję – to co napisali zgadza się z treścią filmu. To duży plus dla wydawnictwa – zapłacili komuś by zobaczył ten film, albo napisał to ktoś, kto grał w tą grę.

Siadłam do tego filmu oczekując lekkiej rozrywki w szybkim stylu – i nie zawiodłam się. Film jest lekki. Głównemu bohaterowi wszystko układa się jeszcze lepiej niż Agentowi 007 (czy liczba 7 w „oficjalnym nazwisku” Hitmana jest przypadkowa?), kobiety są piękne (ale mniej seksu na ekranie, chodź widzimy niezły tyłek sztuk jeden i niczego sobie piersi w ilości sztuk: dwie), a samochody szybkie.

Czytaj dalej

Sleuth, czyli Stary Lis i Sroka

SleuthAndrew Wyke to starzejący się autor poczytnych kryminałów. Zaprasza on do swojej wiejskiej posiadłości młodego aktora, Milo Tindle’a, który ma romans z jego żoną. Pisarz, zafascynowany kryminalnymi zagadkami, postanawia wciągnąć młodego mężczyznę w grę, w której stawką są klejnoty o wartości wielu milionów dolarów. Jesteśmy świadkami trzymającego w napięciu pojedynku dwóch bohaterów na spryt i przebiegłość, po mistrzowsku zagranego przez gwiazdy światowego kina.

Tyle notka wydawnicza. Czuję się trochę zaniepokojona, bo znowu notka na onecie jest bardzo bliska prawdy. Nie przypuszczam jednak, by wydawcy czy recenzenci wzięli sobie do serca moje uwagi i oglądali film przed napisaniem takiej krótkiej recenzji na okładkę. Przypuszczam, że napisał to ktoś, kto czytał nowelę lub widział sztukę. Dostrzegam bowiem pewną analogię – jeśli film jest kręcony na podstawie sztuki/książki – to recenzja jest znacznie bliższa prawdy, niż filmu nakręconego „po prostu” na podstawie scenariusza.

Czytaj dalej

Sadysta, czyli Piękna i Bestia

sadysta.jpgKolejny film z gatunku slaszerów, czyli psychopata, rzeźba i przemoc. W zajawce zobaczyłam seksowną Elishię Cuthbert, którą pamiętam doskonale z fajnego filmu Dziewczyna z sąsiedztwa. Jednak o ile w tym ostatnim aktorsko stanęła ona na wysokości zadania i nic nie bolało, to w Sadyście nie jest już tak bajkowo. Panna Cuthbert nie przekonuje bowiem swą kreacją. Nic a nic. Film jest napompowany na siłę, a cały scenariusz napisany chyba po to tylko, by seksowna Alicja mogła sie prężyć jak kotka i pokazać swoje ładne ciało. Może dlatego tak ci on mizerny. Bo to Alicja jest gwiazdą, a jakaś tam akcja to tylko efekt uboczny. Konieczny, ale na zasadzie dodatku.

Czytaj dalej

Sex & BreakFast, czyli śniadanie zamiast sexu

Kevin sam ze śniadaniemDziwna rzecz, oglądać Kevina w roli kolesia z problemami łóżkowymi. Wiadomo, że to tylko aktor i jego kreacja, ale jednak dziwnie to wygląda.

Sex and Breakfast to czarna komedia napisana i wyreżyserowaną przez Milesa Brandmana. Steven Brandman, Chip Diggins i Andy Adelson są producentami filmu. Obsadę uzupełniają Alexis Dziena, Kuno Becker i Eliza Dushku. Film będzie historią pary z łóżkowymi problemami. Razem postanawiają poszukać pomocy terapeuty. Psycholog doradza im seks grupowy jako lek na wszystko.

– Czytałem sporo fragmentów i zakochałem się w tym scenariuszu – powiedział Culkin. – To tak naprawdę film o ciśnieniu, która prowadzi ich do eksperymentu – dodaje.

Tyle wydawca i sam Culkin. Ja powiem tak – jeśli ktoś spodziewa się lekkiego filmiku – będzie mocno zawiedziony. Jeśli ktoś spodziewa się dramatycznych zwrotów akcji – będzie zawiedziony. Zawiedzeni będą też miłośnicy szybkich samochodów. Czytaj dalej

Vij, czy tam Wiedźma. Grunt, że dobre kino.

WijDostałam ten film przypadkiem. Nic nie znalazłam ani na film.onet.pl (tam nie ma kompletnie nic) ani na filmweb.pl (tam był obrazek i mała lista płac). Zatem bez żadnych uprzedzeń, zasiedliśmy, otworzyliśmy flaszkę czerwonego wytrawnego znieczulacza i oglądaliśmy.

Główny bohater wygląda jak skrzyżowanie Oliwiera Baniaka z jakimś cinkciarzem. Brudnym. Ale w łóżku ma dwie kochanki, z czego możemy zobaczyć pośladki brunetki. Widzę ochlaptusa, powoli trzeźwiejącego i sprawiającego bardzo antypatyczne wrażenie.

Czyli – początek nie zachęca. Ale potem jest coraz lepiej.

Nasz bohater okazuje się być reporterem, żurnalistą. Dostaje cynk, że gdzieś tam, w zabitej dechami dziurze dzieje się coś tajemniczego; Ludzie umierają i w ogóle jakaś klątwa. Jedzie. Popełnia kilka głupich błędów – jakie popełnił by każdy zwykły człowiek w takich sytuacji. Ot, Gogolowski bohater. Czytaj dalej

Enemy Mine, czyli Mój ukochany wróg.

Mój osobisty wróg to film SF z 1985 roku. To były dobre lata dla kina SF, bo i literatura SF była wtedy naprawdę na topie. Ten film też jest dobry, choć po oglądany dzisiaj, po tylu latach trochę trąci myszką – i efekty nie takie, i rozwinięcie akcji mało nowoczesne i przyznać to trzeba, trochę nudnawo miejscami. A jeśli nie nudnawo, to irytująco.

Mamy bowiem galaktyczną wojnę – ludzie podbijają kolejne układy gwiezdne tak, jak Cortez Amerykę – batem, stalą i ogniem. Bo okazuje się, że nie tylko my kolonizujemy obce światy – są Oni. A skoro są Oni, i są inni niż my, to należy ich wszystkich zabić, podbić ich planety i zawłaszczyć ich dobra. Tak jest sprawiedliwie, bo przecież Człowiek jest panem wszystkiego…

Tutaj od razu nadmienię – ten człowiek, co to jest panem wszystkiego zwykle jest biały i ma niebiesko czerwoną flagę w paski. Czytaj dalej

Pink. Po amerykańsku.

american-barbie.jpgBarbie, ideał z plastiku. Robiony dla każdej grupy społecznej, sukcesywnie dostosowywany do kulturowych zapotrzebowań, wzorców i norm. Lalka ta musi być bowiem politycznie, społecznie i kulturowo poprawna. Oczywiście wszyscy wiemy, że Barbie jest tylko jedna – długonoga, wąska w talii, smukła i seksowna, ale… No właśnie, trzeba zrobić coś, aby kształtować tolerancję wobec odmienności – innego koloru skóry, inwalidztwa, ułomności… Albo raczej jej pozory, pozory akceptowalności.

Czytaj dalej

Epic Movie, czyli wielkie kino…

Epic Movie, czyli Wielkie KinoFilm łączący w sobie największe hollywoodzkie superprodukcje ostatnich lat. Głównymi bohaterami są cztery nie za młode już sieroty: jedna wychowywana jest przez kuratora w Luwrze, druga uprawiała niegdyś wrestling, trzecia jest ofiarą węży w swoim samolocie, a czwarta – „normalnym” mieszkańcem mutanckiej społeczności „X”. Kwartet udaje się do fabryki czekolady, gdzie wpada do zaczarowanej szafy, która przenosi ich do krainy Gnarnia. Spotyka tam barwnego kapitana piratów i poważnych uczniów sztuk magicznych oraz łączy siły z mądrym lwem, by pokonać złą White Bitch.

Tyle od wydawcy, a ja od siebie mogę dodać – dajcie sobie spokój. To, że jest Matka Stiflera nie czyni tego filmu dobrym. To, że mamy karykaturę kapitana Jacka Swallowa nie czyni filmu nawet średnim. Garbaty Aslan nie czyni filmu nawet byle jakim, a kilku Szturmowców Imperium nie czyni filmu nawet miernym.

Ale, muszę to przyznać (choć z bólem serca) kilka razy się zaśmiałam, a raz nawet rżałam. Cóż, to chyba jednak zasługa dobrego, czerwonego i wytrawnego Cabernet Sauvignon. Nie zachęcam, nie polecam i nie zmuszam.

Piła IV, czyli krew i flaki

saw4.jpgKażdy miłośnik kina gore widząc tytuł Piła IV, wie mniej więcej czego może sie spodziewać. Tony flaków, litry krwi, kilogramy wyprutych wnętrzności, co raz to wymyślniejsze narzędzia tortur. Pod tym względem SawIV nie wnosi niczego nowego, ani nie zaskakuje, ani też nie odstaje od poprzednich części. Miłośnicy czerwonego koloru nie powinni się czuć zawiedzeni. Gorzej z fabułą, bo ta siada na całej linii.

Czytaj dalej

Transformers, czyli mam już auto, teraz pora na dziewczynę.

TransformersOd wieków, dwie rasy robotów – Autoboty i Decepticony – prowadzą wojnę, której stawką jest los wszechświata. Kiedy bitwa przenosi się na Ziemię, na drodze dążących do władzy Decepticonów staje Sam Witwicky (Shia LaBeouf) – przeciętny nastolatek, który interesuje się głównie samochodami i dziewczętami. Nieświadomy tego, że jest ostatnią szansą na przetrwanie gatunku ludzkiego, Sam razem ze swoją przyjaciółką Mikaelą (Megan Fox) znajdują się w samym centrum działań wojennych. Kiedy ważą się losy świata, Sam zdaje sobie sprawę, z rzeczywistego znaczenia motta rodziny Witwicków: „Bez poświęcenia nie ma zwycięstwa”.
Tyle notka od wydawcy, a ja myślę, że lepiej ten film podsumować pytaniem, jakie zadała naszemu niedorajdzie (czytaj: głównemu bohaterowi) piękna pani analityk w helikopterze lecącym do tajnej bazy: Jak Cię przekupili? Kupiłem samochód, – odpowiedział Sam – i okazał się kosmicznym robotem.

Mniej więcej tyle sensu jest w tym filmie. Ale nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że jest to film zły czy kiepski. Ktoś, kto tak mówi widział film z bardzo kiepskiej pirackiej kopii na gównianym małym monitorku.

Czytaj dalej