Mr. Brooks, czyli co robić, gdy masz już wszystko.

Mr. BrooksTytułowy Mr. Brooks (Kevin Costner) wiedzie spokojny żywot, ale jego demoniczna natura objawia się, kiedy do głosu dochodzi jego alter ego, Marshall (William Hurt). Marshall to bezwzględny psychopata – z dziką pasją dokonuje brutalnych morderstw. Śledztwo w tej sprawie podejmuje nieugięta pani detektyw Attwood (Demi Moore). Znajomość ze wzbudzającym podejrzenia panem Brookesem narazi ją na śmiertelne niebezpieczeństwo. Tyle notka od wydawcy na Onecie. Tym razem Piszący Notkę nie zawiódł mnie i można się z niego pośmiać. Zacznijmy od końca; Pani detektyw nie poznała naszego bohatera – nie spotkali się nawet na moment. I to wcale nie nasz Mr. Hyde czyhał na jej życie, ani tym bardziej – Dr. Jekkyl (czyli Mr. Brook). Dalej mamy dziwaczną odmianę nazwiska: nasz bohater nazywa się Brooks, nie Brookes. Niewielka, ale jednak różnica – od tego może zależeć nasze być albo nie być. Nie zgodzę się też z tezą o „dzikiej pasji” i „brutalnych mordach”. Morderstwa są zaplanowane w każdym, najmniejszym nawet szczególe, a Marshall dokonuje ich na zimno – jak Wiedźmin. Dzikość i pasja pasują bardziej do zwierzęcych mordów z krwią i flakami na ścianach – w tym filmie mamy wręcz poezję; Czyste strzały, żadnego sadyzmu i żadnych emocji. No, nie licząc erekcji tuż po morderstwie. A to pozwala na kolejny seks z własną żoną. Jak to mówią – każdemu według potrzeb.

Mr. Brooks nie wiedzie spokojnego żywota. Spokojny żywot może wieść dozorca albo szatniarz, a Pan Brooks jest Człowiekiem Roku, przebojowym biznesmenem który osiągnął szczyty popularności. Ma doskonale prosperujące firmy, nieruchomości i fabrykę. Ma piękną, kochającą żonę i zupełnie niezłą (choć puszczalską) córkę. Ma nawet hobby – wypala ceramikę.

Ale to co posiada nie daje mu przyjemności. Prawdziwą przyjemność, orgazm i katharzis przeżywa dopiero wtedy, gdy zabija ludzi.

Nie jest typem myśliwego – nie goni i nie tropi swojej ofiary aż jej nie dopadnie. Nie jest typem impulsywnym – nie zabija upatrzonej ofiary już, od razu. Przypuszczam, że na to brak mu odwagi; Swoje morderstwa starannie planuje. Tak, by mieć 100% przewagi nad swoimi ofiarami. Podobnie ekscytujące musi być strzelanie z broni maszynowej do królików w betonowym rowie – Ha! Żadem mi nie uciekł! Wszystkie dałem radę upolować! Żałosne…

Co ciekawe, reżyser tak prowadzi film, by nasza sympatia była po stronie takiego sukinsyna. Zupełnie jak w polskich filmach – tyle, że u nas nie robi się zbyt wielu tak dobrze oglądających się filmów.

Moim zdaniem – można siąść i zobaczyć. Sprawnie zrobiona, dosyć intrygująca historia o bogatym facecie któremu nie staje bez ekstremalnej podniety.