Archiwa autora: Nata

it-crowd

IT Crowd. Całkiem na poważnie.

Tak naprawdę, ten serial zasługuje na to, by zrobić o nim małą stronkę. I pewnie bym to zrobił, albo co najmniej dodał specjalny dział na blogasku mojego Małgonetka z recenzjami filmów: Seriale. Co prawda, dalej dziwnie się czuję mówiąc publicznie, że od paru miesięcy oglądam seriale, ale cóż – może uda mi się z tego wytłumaczyć… Bowiem jakiś kwartał temu dotarło do mnie, że serial wcale nie równy jest serialowi. A serial robiony „tam” jest czymś kompletnie innym, niż serial robiony tutaj. To jak czekolada i wyrób czekoladopodobny. Czytaj dalej

Po raz trzeci – Mumia.

Mumia Cesarza Smoka

Miałam wczoraj okazję zobaczyć Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka. Piszę okazję, a nie przyjemność, bo jestem trochę rozczarowana, niestety. Dwie pierwsze części Mumii to jedne z tych filmów, do których chętnie wracam co jakiś czas – widziałam je już pewnie po trzy razy i choć przecież doskonale wiem co i kiedy się wydarzy – za każdym razem bawię się równie dobrze. Fantastycznie zgrany duet aktorski Brendan Fraser i Rachel Weisz prowadził akcję i wszystkie wątki poboczne z gracją, finezją i tak autentycznie, że zawsze natychmiast kupowałam opowiadaną przez nich historię. A teraz tego zbrakło. Czy chodzi o to, że fabuła wymagała dwóch głównych ról męskich w tym filmie (przekazanie pałeczki z ojca na syna)? Nie wiem. Każdy z aktorów, gdy przyglądać mu się osobno, był dobry – Jet Li jako ponury agresor, Michelle Yeoh jako czarownica, urocza Isabella Leong jako tej czarownicy córka i nawet Luke Ford jako syn O’Connellów… Jednak całość, choć skrzyła się efektami specjalnymi – nie powalała. Owszem, oglądało się dobrze. Nie było dłużyzn, było mało ckliwych momentów, ale coś było nie tak. Na film.onet.pl napisali o o tej produkcji tak:

Tym razem bohaterowie filmu zmierzą się z mumią z Chin, która stoi na czele grupy mumii ze słynnej chińskiej terakotowej armii.

Nie ma powodu się czepiać – w sumie, tak właśnie było. A szczegóły uciekły w natłoku efektów specjalnych i fajerwerków.

WALL-E, czyli służ i waruj…

WALL-E ( to skrót od Wysypiskowy Automat Likwidująco Lewarujący E-klasa) przez siedemset lat w samotności oczyszcza Ziemię z odpadów pozostawionych przez ludzi. Pewnego dnia na planetę przybywa EVE – nowoczesna, przepiękna, myśląca maszyna. Tego dnia życie WALL.E’ego zupełnie się zmienia i nabiera nowego sensu. Jego podróż przez galaktykę, przyjaźń z EVE, zabawne przygody oraz nowi, niekiedy niezwykli przyjaciele stali się tematem najnowszej komedii Studia Pixar.

wall-e

Tyle jak zwykle niezawodni recenzenci piszący notkę wydawniczą. Połowa z tego nie jest ścisła – ale tym razem będę wspaniałomyślna i przebaczę. Dlaczego? Bowiem w ręce wpadła mi recenzja tego prześlicznego filmu w gazecie (takie papierowe kartki, szeleszczące i nieklikalne myszką. Zupełnie bez sensu…) Tak naprawdę były to dwie recenzje – jedna z nich w gazecie, w jakiej się zaczytywałem lat temu – ujmijmy to tak: parę, a mianowicie: Nowa Fantastyka. Po tej recenzji zapragnęłam ten film zobaczyć. Drugą recenzję znalazłam przypadkiem w gazecie Angora. Dwie gazety, dwa różne światy – różny target, to i różni autorzy. Z całej Angorowej recenzyjki przytoczę tylko taki fragment:

Nudny gniot

[…]Na dobrą sprawę, w tym filmie dzieje się niewiele. Zamiast żywej, skrzącej dowcipem akcji, mamy snującego się robocika, powtarzającego w kółko jedno słowo: Ewa! Do tego jeszcze to nachalne, proekologiczne przesłanie. Zgroza.

Beata Klaps

Jestem głęboko przeświadczona, że pani Beata nie czytała nigdy w życiu Nowej Fantastyki. Fantastyki z pewnością tym bardziej – z jej aroganckich słów wieje młodzieńczą, różową Barbie tępotą. Myślę, że Piła III bardziej przypadła jej do gustu. Gdyby w ten sposób pisać recenzję, to posłuchajcie tego: Czytaj dalej

Zdarzenie.

Thriller science-fiction o obcej cywilizacji, której przedstawiciele pragną podbić naszą planetę „buntując” przeciwko ludziom przedstawicieli ziemskiej flory i fauny.
Tyle za film.onet.pl i to jest chyba najdurniejsza notka wydawnicza do filmu jaką spotkałam – notka traktuje pewnie o jakimś filmie, z pewnością jednak nie o the Happening.
Dla tych, którzy nie lubią filmów z Zielonymi Ludzikami – w tym filmie nie ma obcych. Nie ma alienów, kosmitów, przybyszy ani nawet ET. Naprawdę. Ani jednego.
Dla tych, którzy nie lubią oglądać jak wściekłe/porażone/chore/zoombie zwierzęta pożerają ludzi – w the Happening nie ma takich scen, bo żadna fauna nie staje się agresywna.
W the Happening mamy za to coś, co uczeni z ekranu (jaki oglądamy) określają jako:
Działanie natury którego nigdy do końca nie zrozumiemy.
happening - zdarzeniethe Happening, Zdarzenie, to absolutnie nie jest film który trzeba zobaczyć (jak Egzorcysta – początek), ani nawet warto zobaczyć (jak 6 Zmysł). Nie ma oskarowych ról ani dynamicznej, wartkiej akcji. Tak naprawdę, to po prostu średni film, który jakoś mnie nie wciągnął do końca. Może dlatego, że muzyka przypominała mi zawsze coś – jak nie 4 Obcy, to jakieś inne znajome klimaty, czy muzycznie, czy obrazem. Trochę wojny światów (ale bez obcych i laserów), trochę 28 dni później (ale bez agresywnych zoombie), trochę the Mist a trochę klasyczny western – musisz radzić sobie sam, w warunkach ogólnej paniki i śmierci czającej sie wokoło. Do tego dochodzą proste ludzkie uczucia – żona, dziecko (nie koniecznie nasze), przygodni towarzysze podróży. Komi można zaufać, a komu nie? Do czego posuniesz się, by ochronić bliskich?
the Happening nie zapewnia rozrywki na najwyższym poziomie, ale pozwala na chwilę refleksji nad życiem. Naszym i tych, którzy nas otaczają. Tych, którzy nie mają dwóch rąk i dwóch nóg. Ale za to są zawsze i wszędzie tam, gdzie my jesteśmy.

Sadysta, czyli Piękna i Bestia

sadysta.jpgKolejny film z gatunku slaszerów, czyli psychopata, rzeźba i przemoc. W zajawce zobaczyłam seksowną Elishię Cuthbert, którą pamiętam doskonale z fajnego filmu Dziewczyna z sąsiedztwa. Jednak o ile w tym ostatnim aktorsko stanęła ona na wysokości zadania i nic nie bolało, to w Sadyście nie jest już tak bajkowo. Panna Cuthbert nie przekonuje bowiem swą kreacją. Nic a nic. Film jest napompowany na siłę, a cały scenariusz napisany chyba po to tylko, by seksowna Alicja mogła sie prężyć jak kotka i pokazać swoje ładne ciało. Może dlatego tak ci on mizerny. Bo to Alicja jest gwiazdą, a jakaś tam akcja to tylko efekt uboczny. Konieczny, ale na zasadzie dodatku.

Czytaj dalej

Pink. Po amerykańsku.

american-barbie.jpgBarbie, ideał z plastiku. Robiony dla każdej grupy społecznej, sukcesywnie dostosowywany do kulturowych zapotrzebowań, wzorców i norm. Lalka ta musi być bowiem politycznie, społecznie i kulturowo poprawna. Oczywiście wszyscy wiemy, że Barbie jest tylko jedna – długonoga, wąska w talii, smukła i seksowna, ale… No właśnie, trzeba zrobić coś, aby kształtować tolerancję wobec odmienności – innego koloru skóry, inwalidztwa, ułomności… Albo raczej jej pozory, pozory akceptowalności.

Czytaj dalej

Piła IV, czyli krew i flaki

saw4.jpgKażdy miłośnik kina gore widząc tytuł Piła IV, wie mniej więcej czego może sie spodziewać. Tony flaków, litry krwi, kilogramy wyprutych wnętrzności, co raz to wymyślniejsze narzędzia tortur. Pod tym względem SawIV nie wnosi niczego nowego, ani nie zaskakuje, ani też nie odstaje od poprzednich części. Miłośnicy czerwonego koloru nie powinni się czuć zawiedzeni. Gorzej z fabułą, bo ta siada na całej linii.

Czytaj dalej

Zodiac

zodiak1.jpgSan Francisco, lata siedemdziesiąte, miastem wstrząsają seryjne morderstwa. Sprawca zaś o każdej swej zbrodni informuje lokalną gazetę. Film oparto na kanwie autentycznych wydarzeń. Całe śledztwo przedstawione skrupulatnie, tak drobiazgowo, że zamiast filmu robi sie z tego coś na kształt afery watergate… trzy godziny drobiazgowej pracy policjantów, detali, szczególików. Jak dla mnie o trzy godziny za dużo. Trzy godziny wyjęte z życiorysu, trzy godziny o… niczym…

Czytaj dalej

Miss Potter

misspotter.jpgKiedyś, jako nastolatka kupowałam w drogerii szampony i odżywki Pani Potter. Ci którzy wychowywali się w tych samych czasach, doskonale pamiętają tą serię. Na butelce widniał wizerunek dostojnej pani w kapeluszu. Nie wiem ile w tym wyobrażeniu kosmetycznym naszej filmowej bohaterki. Z całą pewnością jednak estetyka tych opakowań przywodzi na myśl bez wątpienia epokę pani Potter. Każdy z nas na pewno widział kiedyś w swym życiu charakterystyczne słodkie, pastelowe rysunki rozkosznych króliczków i zajączków ilustrujące bajki dla dzieci. To właśnie pióro, sznyt Pani Potter. Bo postać to jak najbardziej autentyczna.

Czytaj dalej

Kultura po polsku

Tak, uważam się za osobę kulturalną, z reguły wiem, jak należy się zachować w określonych sytuacjach. Choć pewna elastyczność też jest wskazana, bowiem zdarzyć się może, iż dana okoliczność wymusi na nas niejako pewne zachowania. Przystosowanie- to ważna cecha. Gdy się żyje wśród ludzi, stadnie niejako, w mieście, to i trzeba umieć z nimi współżyć, pójść czasem na ustępstwa. Ale na pewno nie zawsze i nie we wszystkim. Czy dużo wymagam od innych w tej materii? Wydaje mi się, że nie. Ot, tylko tyle, ile sama daję. Chociaż to może czasem zbyt wiele, fakt. Zdarza mi się bowiem słyszeć, że jestem zbyt krytyczna, tak w stosunku do siebie, jak i do innych. Ale tak mam, typową raczą nadwrażliwość i zbyt emocjonalne pojmowanie świata. Taki mój urok.

Czytaj dalej