Miesięczne archiwum: Sierpień 2008

Po raz trzeci – Mumia.

Mumia Cesarza Smoka

Miałam wczoraj okazję zobaczyć Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka. Piszę okazję, a nie przyjemność, bo jestem trochę rozczarowana, niestety. Dwie pierwsze części Mumii to jedne z tych filmów, do których chętnie wracam co jakiś czas – widziałam je już pewnie po trzy razy i choć przecież doskonale wiem co i kiedy się wydarzy – za każdym razem bawię się równie dobrze. Fantastycznie zgrany duet aktorski Brendan Fraser i Rachel Weisz prowadził akcję i wszystkie wątki poboczne z gracją, finezją i tak autentycznie, że zawsze natychmiast kupowałam opowiadaną przez nich historię. A teraz tego zbrakło. Czy chodzi o to, że fabuła wymagała dwóch głównych ról męskich w tym filmie (przekazanie pałeczki z ojca na syna)? Nie wiem. Każdy z aktorów, gdy przyglądać mu się osobno, był dobry – Jet Li jako ponury agresor, Michelle Yeoh jako czarownica, urocza Isabella Leong jako tej czarownicy córka i nawet Luke Ford jako syn O’Connellów… Jednak całość, choć skrzyła się efektami specjalnymi – nie powalała. Owszem, oglądało się dobrze. Nie było dłużyzn, było mało ckliwych momentów, ale coś było nie tak. Na film.onet.pl napisali o o tej produkcji tak:

Tym razem bohaterowie filmu zmierzą się z mumią z Chin, która stoi na czele grupy mumii ze słynnej chińskiej terakotowej armii.

Nie ma powodu się czepiać – w sumie, tak właśnie było. A szczegóły uciekły w natłoku efektów specjalnych i fajerwerków.

WALL-E, czyli służ i waruj…

WALL-E ( to skrót od Wysypiskowy Automat Likwidująco Lewarujący E-klasa) przez siedemset lat w samotności oczyszcza Ziemię z odpadów pozostawionych przez ludzi. Pewnego dnia na planetę przybywa EVE – nowoczesna, przepiękna, myśląca maszyna. Tego dnia życie WALL.E’ego zupełnie się zmienia i nabiera nowego sensu. Jego podróż przez galaktykę, przyjaźń z EVE, zabawne przygody oraz nowi, niekiedy niezwykli przyjaciele stali się tematem najnowszej komedii Studia Pixar.

wall-e

Tyle jak zwykle niezawodni recenzenci piszący notkę wydawniczą. Połowa z tego nie jest ścisła – ale tym razem będę wspaniałomyślna i przebaczę. Dlaczego? Bowiem w ręce wpadła mi recenzja tego prześlicznego filmu w gazecie (takie papierowe kartki, szeleszczące i nieklikalne myszką. Zupełnie bez sensu…) Tak naprawdę były to dwie recenzje – jedna z nich w gazecie, w jakiej się zaczytywałem lat temu – ujmijmy to tak: parę, a mianowicie: Nowa Fantastyka. Po tej recenzji zapragnęłam ten film zobaczyć. Drugą recenzję znalazłam przypadkiem w gazecie Angora. Dwie gazety, dwa różne światy – różny target, to i różni autorzy. Z całej Angorowej recenzyjki przytoczę tylko taki fragment:

Nudny gniot

[…]Na dobrą sprawę, w tym filmie dzieje się niewiele. Zamiast żywej, skrzącej dowcipem akcji, mamy snującego się robocika, powtarzającego w kółko jedno słowo: Ewa! Do tego jeszcze to nachalne, proekologiczne przesłanie. Zgroza.

Beata Klaps

Jestem głęboko przeświadczona, że pani Beata nie czytała nigdy w życiu Nowej Fantastyki. Fantastyki z pewnością tym bardziej – z jej aroganckich słów wieje młodzieńczą, różową Barbie tępotą. Myślę, że Piła III bardziej przypadła jej do gustu. Gdyby w ten sposób pisać recenzję, to posłuchajcie tego: Czytaj dalej