Miesięczne archiwum: Grudzień 2007

Tenacious D – trzeba zobaczyć.

W Venice Beach naiwny JB poznaje KG i zakładają grupę Tenacious D. Jednak plan zostania najlepszym zespołem świata to niełatwe zadanie, więc postanawiają sobie pomóc – chcą ukraść magiczną gitarę z muzeum rock’n’rolla oddalonego o 300 mil drogi.

Tenacious D - kostka przeznaczeniaTyle notka na onecie. Przyznaję, że nie chce mi się prostować i tłumaczyć – nie ma co opowiadać. To film z gatunku tych, które po prostu trzeba zobaczyć. I co bardzo ważne – głośniki w kinie muszą być naprawdę dobre. I naprawdę głośne. Tenacious D to zabawna komedia muzyczna gdzie główną rolę gra muzyka. Fani rocka z przełomu lat 70/80 będą zachwyceni – ja byłam. Film z ikrą, jajem i w ogóle podany. No i muzyka jaka!

PS.

Czy już mówiłam, że świetnie gra muzyka w tym filmie? Koniecznie podkręćcie gałkę Volume.

To jest to

Święta, święta i po świętach, które mimo że ciepłe i w rodzinnym gronie, to jednak wymęczyły mnie straszliwie… Nie jestem przyzwyczajona do siedzenia za stołem, gapienia sie w tv i jedzenia tylko. Wrrr… I tylko dlatego pewno udało mi sie zarejestrować jednym uchem Dodę, która nawet w święta wyskakiwała z telewizora.Jaka Doda jest każdy widzi, jak śpiewa każdy słyszy, ale czy większość zastanawia się o czym traktują teksty tej pani? Ja z nudów to zrobiłam i … i wymiękłam.

Czytaj dalej

the Slaughter, czyli nie wywołuj wilka z lasu.

SlaughterNigdzie nie mogłam znaleźć jakiejś notki dystrybutora by zrobić z niej polewkę. Na filmweb.pl znalazłam tylko krótką recenzję, która w sumie trzyma się kupy: Szóstka studentów znajduje pracę przy sprzątaniu opuszczonego domu. Ich plan jest prosty: ciężka praca w dzień i ostra zabawa nocą. Plan ten jednak zostaje zakłócony kiedy budzą antycznego demona. Generalnie, film bazuje na pierwszej części Evil Dead, i choć jest dwadzieścia lat młodszy – nie wnosi nic nowego do tematu. No, może poza jedną czy dwoma parami ładnych cycków. Ale to chyba zbyt mało, by zrobić dobry horror gore, prawda?

Co warto dodać: dziewczyna piękna jest bardziej głupia niż moje sanki, biznesmen jest chamski i arogancki jak były premier, jego asystentka przejęta i nadęta jak żaba podczas ciotki, a geek (znaczy jajogłowy) był marksistą.

Czytaj dalej

Starship Troopers vs Kosmiczni Komandosi

Starship Troopers, czyli Kosmiczni komandosiZdarzyło się raz, że trzeba było obejrzeć Żołnierzy Kosmosu. Chwała bogu, że było piwo z Biedronki(w myśl zasady, że wszystkiego trzeba spróbować), bo bez tego mogło być ciężko. A tak – cóż, dało radę. Przyznam, że zamiast recenzji najchętniej zacytowałabym Zygmunta, który napisał:

Nie wiem, czy ktokolwiek zauważył, ale film ten jest ekranizacją powieści Roberta A. Heinleina p.t. „Starship Troopers” (w Polsce wydanej jako „Kawaleria kosmosu”); na dodatek jest to ekranizacja kiepska, niesamowicie spłycająca fabułę książki, w tym podłoże konfliktu, psychikę bohaterów, a nawet wizję świata przyszłości (najwyraźniej budżet był za niski, żeby ubrać „żołnierzy kosmosu” w mecha-kombinezony zamiast w obcisłe rajtki i pokazać obcą planetę nie przypominającą kanionu Kolorado, jak większość współczesnych produkcji SF…)

Zygmunt ma rację. Czytaj dalej

Tank Girl. Znaczy: Girlsy górą.

Tank GirlRzadko kiedy mam okazję oglądać filmy tego typu: ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Ani śmieszny, ani poważny. O – mam słowo, które najlepiej określa, jak odebrałam ten film: irytujący. To, że film powstał na podstawie komiksu nie może być tłumaczeniem – bo są dobre filmy na podstawie komiksów (i nie myślę tutaj o Spidermanie). Tytułowa heroina, Tank Girl, wyglądająca jak parodia Madonny i Gwen Stefani, gadająca głupio, walcząca głupio i absolutnie nie przekonująca. No wybaczcie, seksapilu nie ma w sobie za grosz, ma awersję do elektroniki, choć cały jej etos budowany jest na motywie czołgu, który jeździ za nią i strzela na zawołanie. Choć w środku, miast nowoczesnej elektroniki (mamy bowiem rok 2033 chyba) mamy burdelik jak w domku dla lalek.

Szkoda jednak, że Tank Girl nakręcono w 1995 roku – gdyby był kręcony teraz, wiem, która z gwiazd dostała by angaż na główną rolę. Nie, nie Doda, bo Tank Girl nie ma sztucznych cycków – stawiam na Paryż Hilton.

Jeśli masz nie więcej niż 13 lat, jesteś fanem komiksów, pochodzisz z zapadłej wioski w górach i nigdy nie widziałeś oryginalnie ostrzyżonej dziewczyny – oglądaj. Ale cycków się nie spodziewaj.

i am Legend, czyli legenda Willa Smitha

i am legendPrzyznam, że nie bardzo wiem jak zacząć o tym filmie, bo notka edytorska jest tym razem wyjątkowa – i to podwójnie. Nie dosyć, że trzy razy obszerniejsza niż zwykle, to na dodatek niewiele mija się z prawdą. Przypuszczam, że powodem może być to, że amerykański film I Am Legend powstał na podstawie powieści Richarda Mathesona, i notkę napisał ktoś, kto czytał książkę. Dlatego tyle tekstu i w dodatku na temat.

Dobra, klasycznie pozwolę sobie zacytować notę z film.onet.pl:

Robert Neville (Will Smith) to genialny naukowiec, jednak nawet jemu nie udało się opanować straszliwego wirusa, którego nie można powstrzymać ani wyleczyć i który… został stworzony ludzką ręką. Neville, z niewiadomego powodu odporny na działanie wirusa, jest ostatnim żyjącym człowiekiem w mieście – kiedyś zwanym Nowym Jorkiem… – a być może nawet na świecie. Jednak nie jest sam. Otaczają go „Zarażeni” – ludzie, którzy na skutek epidemii zmienili się w mięsożernych mutantów zdolnych do funkcjonowania jedynie w ciemnościach, pożerających i zarażających wszystko i wszystkich na swojej drodze, pozbawionych wszelkich emocji i inteligencji. Ostatnie trzy lata Neville buszował po okolicy w poszukiwaniu pożywienia i zapasów, systematycznie wysyłał w eter wiadomości, wierząc, że dotrą one do innych ocalałych. Jednak Zarażeni cały czas czają się w mroku i czekają, aż zrobi jeden śmiertelny błąd. Będąc jedyną nadzieją ludzkości, Neville ma już tylko jeden cel: znaleźć sposób na odwrócenie działania wirusa. Chce do tego wykorzystać własną, odporną na chorobę krew, na którą jednak wciąż polują Zarażeni. Neville wie, że potwory mają nad nim przewagę, a jego czas nieubłaganie dobiega końca.

Czytaj dalej

Wolf Creek

wolf_creek.jpgFilm obejrzałam tylko dlatego, że w notce dystrybutora jak wół stało: horror. A jak horror, to nie ma rady, obejrzeć trzeba. No właśnie, słowo trzeba w trakcie projekcji urosło do słowa: kiedy to się skończy do cholery! Niemrawy początek sam w sobie zniechęcił od razu, ale miałam nadzieję, że wraz z upływem minut tempo akcji wzrośnie proporcjonalnie do mej temperatury. Jakżeż płonne były me nadzieje. Film zaczyn sie sceną samochodową, tzn. młody chłopak wybiera auto na długą podróż po pustyniach Australii. I już tutaj daje ciała, bo wybiera najgorszego gruchota, który wiadomo, że sypnie sie przy pierwszym wyboju. Ale nic to, patrzę dalej.

Czytaj dalej

Barbie, ideał z plastiku?

barbie.jpgBarbie…obiekt marzeń i pogardy. Więcej niż zabawka. To pierwszy ideał kobiecości, którym bawi się mała dziewczynka. Barbie nie jest przytulanką. Nie wzbudza macierzyńskich uczuć jak bobas dajmy na to. Nie traktujemy jej też jak typowego misia przytulaka. Podoba się wszystkim. Nikt nie powie przecież, że jest brzydka. Dziewczynki kochają Barbie i słyszą:” jeśli chcecie być kochane, bądźcie jak ona”.

Czytaj dalej