Miesięczne archiwum: Marzec 2007

Robisz laskę czy loda?

Zawsze mi się wydawało, że „robić laskę” i „robić loda” to synonimy określające tą samą czynność. Ku mojemu zdumieniu, dzisiaj dowiedziałam się, (hmm, nie wiem czy napisać z drugiej reki czy z drugich ust?) że to są dwie, zupełnie inne czynności. Otóż znajomy mój, człowiek bywały nie tylko na Salonach, ale i w miejscach zupełnie do Salonów niepodobnych, był dzisiaj „na kurwie”.
I to właśnie Profesjonalistka mu oznajmiła, że: Czytaj dalej

D.I.L.

D.I.L.Jako że zrecenzowałam ostatni, kiepski zresztą, film Niewolskiego – Job, to warto byłoby wrócić do korzeni tego twórcy i napisać zdań kilka o pierwszej produkcji tegoż reżysera, czyli D.I.L.-u. Film ten jest dziewiczym dziełem Pana Reżysera. Minimalizm środków w tym filmie przywodzi mi troszkę na myśl Dogville, gdzie chodzi głównie o relacje międzyludzkie – wnętrza są mniej istotne.
Jaki jest D.I.L.? Brudny, taki jak świat za oknem. Jak Paryż u Henry Millera w „Zwrotniku Raka”. Prawdziwy, jak nasi sąsiedzi, kręcący wałki na boku, żeby wyrobić do pierwszego. Słowem – samo życie.
Czytaj dalej

Job, czyli ostatnia szara komórka

Job, czyli ostatnia szara komórkaObrazy Konrada Niewolskiego kojarzyły mi się dotychczas z szarą, smutną i przygnębiającą rzeczywistością. Pamiętam doskonale jego D.I.L – pierwszą, niezależną produkcję, czy też świetną, obsypaną nagrodami Symetrię. Filmy w zasadzie minimalistyczne jeśli idzie o formę, ale rozbuchane jeśli chodzi o emocje, naprawdę treściwe i „o czymś”. Filmy tak prawdziwe, że aż bolało.
Job jest z założenia komedią. Strasznie się zdziwiłam tą zmianą klimatu Niewolskiego, ale pomyślałam: Przecież można podać rzeczywistość również na wesoło, w innej formie.
Nie, nie jestem zwolenniczką tylko smutnych obrazów. Uważam wręcz, że nasze kino za bardzo lubuje się w skrajnościach. Albo za dużo tam płaczu albo na siłę chcą nas rozbawić. Niestety, choć rzeczywistość Niewolskiego jest jak najbardziej prawdziwa, realna, została jednak przedstawiona w niestrawny dla mnie sposób.
Czytaj dalej

Pachnidło, czyli nie rzucaj pereł przed wieprze.

pachnidlo.jpgNie za bardzo miałam ochotę zasiąść przed ekranem, by obejrzeć Pachnidło. Czemu? Bo zewsząd dobiegały mnie głosy, że nie warto, że strasznie przygnębiający to obraz, że nie umywa się do książki, że przereklamowany. Któregoś wieczoru dokonałam więc zakupu znieczulacza, w postaci butelki czerwonego wytrawnego wina. Tak na wszelki wypadek, gdyby pogłoski owe okazały się być prawdziwymi. Wlałam w siebie dwa kieliszki owego trunku, po czym zadowolona i przychylnie nastawiona do świata zasiadłam przed monitorem.
Początek, mimo, że niezbyt optymistyczny, to jednak doskonale podany. Niezwykle dosadnie i wizualnie ostro podany. Obraz, kadr, plastyka obrazu. Dzięki temu widz nie tylko widzi, ale i zdaje się czuć zapachy wyzierające zza szklanego pudła. Po prostu czuć to, o czym mówi głos z offu – jesteśmy na najbardziej śmierdzącym targu rybnym, w najbardziej śmierdzącym mieście świata. A wszakże o sile zapachu to film.
Czytaj dalej