it-crowd

IT Crowd. Całkiem na poważnie.

Tak naprawdę, ten serial zasługuje na to, by zrobić o nim małą stronkę. I pewnie bym to zrobił, albo co najmniej dodał specjalny dział na blogasku mojego Małgonetka z recenzjami filmów: Seriale. Co prawda, dalej dziwnie się czuję mówiąc publicznie, że od paru miesięcy oglądam seriale, ale cóż – może uda mi się z tego wytłumaczyć… Bowiem jakiś kwartał temu dotarło do mnie, że serial wcale nie równy jest serialowi. A serial robiony „tam” jest czymś kompletnie innym, niż serial robiony tutaj. To jak czekolada i wyrób czekoladopodobny. Czytaj dalej

Człowiek na Księzycu, czyli Moon.

Zanim dwa słowa o filmie Moon, klasycznie zacznę od notki redaktorskiej z Film.Onet.pl:

Sam jest inżynierem i właśnie dobiega końca jego trzyletnia samotna praca przy nadzorowaniu wydobycia na Księżycu paliwa używanego na Ziemi. Miał kontakt z żoną i córką tylko przez wideotelefon, i aż zbyt wiele czasu, by snuć refleksje na temat przeszłości. Dzień powrotu do domu się zbliża, a tymczasem sprawy w odizolowanym świecie Sama zaczynają przybierać bardzo zaskakujący obrót… Niepokojący, skłaniający do przemyśleń, intymny i wnikliwy utwór o pamięci i tożsamości, ale także oryginalny film z gatunku science-fiction, ze znakomitym Samem Rockwellem w roli głównej.

moon

Muszę zaznaczyć na samym początku: ktoś, kto pisał powyższe zdania widział film. I to nie na podglądzie – ładnie, trafnie i mądrze napisane. Brawo! Czytaj dalej

Paranormalnie

Nie miałem pojęcia co będę oglądał, gdy zasiadałem do projekcji Paranormal Activity. Ale, zanim w dwu słowach opiszę – klasycznie, notka redaktorska za Film.onet.pl:

Młoda para wprowadza się do nowego domu i próbuje rozpocząć spokojne życie. Wkrótce okazuje się, że w nowym mieszkaniu dzieje się coś nietypowego i przerażającego. Małżeństwo postanawia zainstalować w domu monitoring, aby zarejestrować wydarzenia. Film to zapis tego, co udało się nagrać kamerom.

paranormal activity

Zgadza się, że młoda para, choć nie są małżeństwem. Nie ma mowy o instalowaniu monitoringu – jest tylko jedna kamera. Jest apetycznie zaokrąglona studentka, jest teksański przystojniak zarabiający OnLine na giełdzie i piękny dom w którym mieszkają już od dłuższego czasu. A, że czasami w nocy dzieje się coś, co mocno irytuje – bo nie widać sprawców – On, postanawia nagrać duchy na nowoczesną, cyfrową kamerę. Taką samą, jaką kręci się wysoko budżetowe pornoski… Czytaj dalej

Zabójcze ciało Megan Fox

Zacznijmy, klasycznie, od streszczenia filmu Jennifer’s Body z Megan Fox jakie znalazłem na Film.Onet.pl – redaktorzy i tym razem stanęli „na wysokości” zadania i przygotowali piękny opis do zupełnie innego filmu:

Świeżo upieczona cheerleaderka staje się zabójczynią, specjalizującą się w „usuwaniu” męskiej części swojej klasy. Czy jej najlepszy przyjaciel położy kres temu koszmarowi?

jennifers body

My, rzecz jasna wiemy, że ani nie mamy świeżo upieczonej cheerleaderki (to, że dziewczyna na samym początku przedstawiona jest jako zawodowa pomponiara nie znaczy przecież, że właśnie taka karierę rozpoczyna, prawda), o martwym ciele ożywionym obecnością Demona nie wypada powiedzieć tylko „zabójczyni”, i nieprawdą jest, że morduje męską część tylko swojej klasy… Czytaj dalej

Zack i Miri kręcą porno.

Za film.onet.pl
Film opowie o perypetiach dwojga przyjaciół, którzy postanawiają uporać się z niespłaconymi długami zarabiając na realizacji filmu pornograficznego. Bohaterowie zatrudniają przyjaciół do pomocy w przedsięwzięciu, na planie produkcji odkrywają jednak, że łączy ich coś więcej, niż przyjaźń.

zac-and-miri-make-a-po

To dziwne, ale ktoś, kto pisał powyższe słowa, widział ten film. To dziwne, bo to przecież klasyczna notka wydawnicza – do tej pory zwykle piszą tam kompletne bzdury, lub o zupełnie innej wersji filmu. Albo o zupełnie innym filmie. A tutaj – proszę, jakie zaskoczenie. Czy film jest tak dobry, czy reżyser faktycznie kultowy (jak często się o nim pisze)? Przejdę dalej i dołączę jeszcze jeden fragment z recenzji na Onecie, bo wyjątkowo pasuje:

Grube żarty i improwizowana komedia nie zmienią jednak tego, że – podobnie jak filmy Apatowa – zarówno ”Role Models” jak ”Zack i Miri” opowiadają o mężczyznach, którzy, choć formalnie dorośli, wcale dorosnąć nie chcą.

Czytaj dalej

Terminator. Memuary Sary Anny Connor.

Gdy pierwszy Terminator wchodził na ekrany polskich kin, Polska wyglądała inaczej niż dzisiaj. Inaczej wyglądały ulice, inaczej wyglądały nastolatki. Nie było tyle filmów w inach, nie było DVD, a VHS to było coś niebywałego – bo nie każdy miał. Film zrobiony z takim rozmachem, z Arnoldem w szczytowej formie zrobił na mnie kolosalne wrażenie. A, że czym skorupka za młodu nasiąknie…

Każde kolejne wydanie Terminatora starałem się zobaczyć tak szybko, jak to tylko możliwe. I każdy z trzech Terminatorów mi się podoba, choć każdy jest inny.
Na serial Terminator: Sarah Connor Chronicles natknąłem się już jakiś cza temu, ale sam tytuł jakoś nie przekonał mnie na tyle, by zobaczyć o co chodzi. Aż przyszedł czas, gdy choroba uziemiła mnie na kilka dni w domu, a 10Mb łącze zachęca do różnych eksperymentów. Zobaczyłem pierwszy odcinek, potem drugi i trzeci – i tak poleciało. Teraz czekam na każdy kolejny. Czekam i doczekać się nie mogę (to tak w skrócie, gdyby ktoś czekał na moją odpowiedź, czy warto oglądać). Czytaj dalej

Po raz trzeci – Mumia.

Mumia Cesarza Smoka

Miałam wczoraj okazję zobaczyć Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka. Piszę okazję, a nie przyjemność, bo jestem trochę rozczarowana, niestety. Dwie pierwsze części Mumii to jedne z tych filmów, do których chętnie wracam co jakiś czas – widziałam je już pewnie po trzy razy i choć przecież doskonale wiem co i kiedy się wydarzy – za każdym razem bawię się równie dobrze. Fantastycznie zgrany duet aktorski Brendan Fraser i Rachel Weisz prowadził akcję i wszystkie wątki poboczne z gracją, finezją i tak autentycznie, że zawsze natychmiast kupowałam opowiadaną przez nich historię. A teraz tego zbrakło. Czy chodzi o to, że fabuła wymagała dwóch głównych ról męskich w tym filmie (przekazanie pałeczki z ojca na syna)? Nie wiem. Każdy z aktorów, gdy przyglądać mu się osobno, był dobry – Jet Li jako ponury agresor, Michelle Yeoh jako czarownica, urocza Isabella Leong jako tej czarownicy córka i nawet Luke Ford jako syn O’Connellów… Jednak całość, choć skrzyła się efektami specjalnymi – nie powalała. Owszem, oglądało się dobrze. Nie było dłużyzn, było mało ckliwych momentów, ale coś było nie tak. Na film.onet.pl napisali o o tej produkcji tak:

Tym razem bohaterowie filmu zmierzą się z mumią z Chin, która stoi na czele grupy mumii ze słynnej chińskiej terakotowej armii.

Nie ma powodu się czepiać – w sumie, tak właśnie było. A szczegóły uciekły w natłoku efektów specjalnych i fajerwerków.

WALL-E, czyli służ i waruj…

WALL-E ( to skrót od Wysypiskowy Automat Likwidująco Lewarujący E-klasa) przez siedemset lat w samotności oczyszcza Ziemię z odpadów pozostawionych przez ludzi. Pewnego dnia na planetę przybywa EVE – nowoczesna, przepiękna, myśląca maszyna. Tego dnia życie WALL.E’ego zupełnie się zmienia i nabiera nowego sensu. Jego podróż przez galaktykę, przyjaźń z EVE, zabawne przygody oraz nowi, niekiedy niezwykli przyjaciele stali się tematem najnowszej komedii Studia Pixar.

wall-e

Tyle jak zwykle niezawodni recenzenci piszący notkę wydawniczą. Połowa z tego nie jest ścisła – ale tym razem będę wspaniałomyślna i przebaczę. Dlaczego? Bowiem w ręce wpadła mi recenzja tego prześlicznego filmu w gazecie (takie papierowe kartki, szeleszczące i nieklikalne myszką. Zupełnie bez sensu…) Tak naprawdę były to dwie recenzje – jedna z nich w gazecie, w jakiej się zaczytywałem lat temu – ujmijmy to tak: parę, a mianowicie: Nowa Fantastyka. Po tej recenzji zapragnęłam ten film zobaczyć. Drugą recenzję znalazłam przypadkiem w gazecie Angora. Dwie gazety, dwa różne światy – różny target, to i różni autorzy. Z całej Angorowej recenzyjki przytoczę tylko taki fragment:

Nudny gniot

[...]Na dobrą sprawę, w tym filmie dzieje się niewiele. Zamiast żywej, skrzącej dowcipem akcji, mamy snującego się robocika, powtarzającego w kółko jedno słowo: Ewa! Do tego jeszcze to nachalne, proekologiczne przesłanie. Zgroza.

Beata Klaps

Jestem głęboko przeświadczona, że pani Beata nie czytała nigdy w życiu Nowej Fantastyki. Fantastyki z pewnością tym bardziej – z jej aroganckich słów wieje młodzieńczą, różową Barbie tępotą. Myślę, że Piła III bardziej przypadła jej do gustu. Gdyby w ten sposób pisać recenzję, to posłuchajcie tego: Czytaj dalej

Zdarzenie.

Thriller science-fiction o obcej cywilizacji, której przedstawiciele pragną podbić naszą planetę „buntując” przeciwko ludziom przedstawicieli ziemskiej flory i fauny.
Tyle za film.onet.pl i to jest chyba najdurniejsza notka wydawnicza do filmu jaką spotkałam – notka traktuje pewnie o jakimś filmie, z pewnością jednak nie o the Happening.
Dla tych, którzy nie lubią filmów z Zielonymi Ludzikami – w tym filmie nie ma obcych. Nie ma alienów, kosmitów, przybyszy ani nawet ET. Naprawdę. Ani jednego.
Dla tych, którzy nie lubią oglądać jak wściekłe/porażone/chore/zoombie zwierzęta pożerają ludzi – w the Happening nie ma takich scen, bo żadna fauna nie staje się agresywna.
W the Happening mamy za to coś, co uczeni z ekranu (jaki oglądamy) określają jako:
Działanie natury którego nigdy do końca nie zrozumiemy.
happening - zdarzeniethe Happening, Zdarzenie, to absolutnie nie jest film który trzeba zobaczyć (jak Egzorcysta – początek), ani nawet warto zobaczyć (jak 6 Zmysł). Nie ma oskarowych ról ani dynamicznej, wartkiej akcji. Tak naprawdę, to po prostu średni film, który jakoś mnie nie wciągnął do końca. Może dlatego, że muzyka przypominała mi zawsze coś – jak nie 4 Obcy, to jakieś inne znajome klimaty, czy muzycznie, czy obrazem. Trochę wojny światów (ale bez obcych i laserów), trochę 28 dni później (ale bez agresywnych zoombie), trochę the Mist a trochę klasyczny western – musisz radzić sobie sam, w warunkach ogólnej paniki i śmierci czającej sie wokoło. Do tego dochodzą proste ludzkie uczucia – żona, dziecko (nie koniecznie nasze), przygodni towarzysze podróży. Komi można zaufać, a komu nie? Do czego posuniesz się, by ochronić bliskich?
the Happening nie zapewnia rozrywki na najwyższym poziomie, ale pozwala na chwilę refleksji nad życiem. Naszym i tych, którzy nas otaczają. Tych, którzy nie mają dwóch rąk i dwóch nóg. Ale za to są zawsze i wszędzie tam, gdzie my jesteśmy.

Mr. Brooks, czyli co robić, gdy masz już wszystko.

Mr. BrooksTytułowy Mr. Brooks (Kevin Costner) wiedzie spokojny żywot, ale jego demoniczna natura objawia się, kiedy do głosu dochodzi jego alter ego, Marshall (William Hurt). Marshall to bezwzględny psychopata – z dziką pasją dokonuje brutalnych morderstw. Śledztwo w tej sprawie podejmuje nieugięta pani detektyw Attwood (Demi Moore). Znajomość ze wzbudzającym podejrzenia panem Brookesem narazi ją na śmiertelne niebezpieczeństwo. Tyle notka od wydawcy na Onecie. Tym razem Piszący Notkę nie zawiódł mnie i można się z niego pośmiać. Zacznijmy od końca; Pani detektyw nie poznała naszego bohatera – nie spotkali się nawet na moment. I to wcale nie nasz Mr. Hyde czyhał na jej życie, ani tym bardziej – Dr. Jekkyl (czyli Mr. Brook). Dalej mamy dziwaczną odmianę nazwiska: nasz bohater nazywa się Brooks, nie Brookes. Niewielka, ale jednak różnica – od tego może zależeć nasze być albo nie być. Nie zgodzę się też z tezą o „dzikiej pasji” i „brutalnych mordach”. Morderstwa są zaplanowane w każdym, najmniejszym nawet szczególe, a Marshall dokonuje ich na zimno – jak Wiedźmin. Dzikość i pasja pasują bardziej do zwierzęcych mordów z krwią i flakami na ścianach – w tym filmie mamy wręcz poezję; Czyste strzały, żadnego sadyzmu i żadnych emocji. No, nie licząc erekcji tuż po morderstwie. A to pozwala na kolejny seks z własną żoną. Jak to mówią – każdemu według potrzeb.

Czytaj dalej